pages bg right
Posted by Midvith on 5 July, 2009

Call of Juarez – kolejna porażka z Techlandu

Uważasz, że to ciekawy post? Dodaj go na Wykop, jeżeli nie masz konta, możesz je założyć w kilkanaście sekund.
Post Rating

Pamiętacie może legendarny tytuł “Chrome”? Polska strzelanka, ze stajni Techlandu, która jako jedna z pierwszych wybiła się poza nasze komunistyczne granice… Miejmy nadzieję, że druga część tej gry okaże się lepsza od pierwszej oraz przynajmniej mniej zbugowana od opisanej w tym poście gry Call of Juarez. Mianowicie – widać, że chyba twórcy z Techlandu będą musieli jeszcze kolejne kilka lat ciężko pracować, by wreszcie wyprodukować grę, która będzie mogła bez cienia błędów i niedociągnięć, walczyć o światowe podium. Pierwsza część Chrome, była dla mnie swego rodzaju wizytówką Techlandu, spodziewałem się wspaniałej, jednej z pierwszych polskich gier, o cudnej grafice i doskonałej grywalności. Gra okazała się gniotem stulecia i nie znam osoby, której nazwa Chrome, nie kojarzyłaby się z niedorobionymi teksturami, masą błędów i “dziur” psujących całą rozgrywkę lub zmuszającą gracza do cofania się w zapisanych stanach gry…
Ostatnio wpadł mi w ręce tytuł Call of Juarez, z wspomnianego Techlandu. Postanowiłem spróbować, bowiem słyszałem, że jest to jedna z najciekawszych “strzelanek” w czasach dzikiego zachodu, ponoć wykonana niesamowicie oryginalnie.

Nie przeczę, że mi się spodobała – interesująca fabuła, ładne wykonanie, ciekawe postacie i lekki dreszczyk emocji, jednak czym dalej w las… tym gorzej.
Najpierw krótki opis gry, zapożyczony z Gry-Online:

Call of Juarez to rozbudowana strzelanka pierwszoosobowa (gra akcji/FPS), za której developing odpowiada polska firma Techland. W wielu aspektach przypomina ona Gun. Przenosimy się w niebezpieczny, brutalny oraz bezwzględny świat Dzikiego Zachodu i możemy uczestniczyć w przygodach dwóch grywalnych postaci: Billy’ego, mężczyzny niesłusznie oskarżonego o popełnienie przestępstwa oraz Ray’a, byłego rewolwerowca, a obecnie pastora. Każda z nich jest inna, posiada różne cechy i umiejętności, a także oferuje odmienny przebieg rozgrywki. Ray jest gwarantem licznych pojedynków rewolwerowych „oko w oko”, zaś Billy preferuje dyskretne przekradanie się pod nosami oponentów.
Gra oferuje szereg zróżnicowanych misji do przejścia. Uczestniczymy w licznych pościgach konnych, strzelaninach w miastach, tropimy zbiegów itd. W czasie zabawy możemy wykorzystywać spory arsenał ówczesnych broni, rewolwerów i strzelb. Istnieje również możliwość używania dwóch różnych broni jednocześnie. Warto zaznaczyć, iż podczas rozgrywki możemy także spotkać wiele postaci znanych z książek czy filmów o Dzikim Zachodzie, co tylko dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.
Call of Juarez wykorzystuje ulepszony engine znany z gry Chrome. Wspiera on wszystkie nowoczesne efekty wizualne (realistyczny dym, ogień, cieniowanie, oświetlenie, wsparcie technologii Shader Model 3.0, dynamiczne efekty atmosferyczne etc.) oraz wiernie symuluje oddziaływania fizyczne (m.in.: interaktywne otocznie, flora i fauna, efekt „Ragdoll”). Gra posiada też klimatyczną ścieżkę dźwiękową.

Początek był miodny – rozkręcająca się fabuła, interesujące wątki, spodziewałem się drobnych elementów pozwalających przykładowo zakupić inną broń czy też jakichkolwiek wątków między postaciami. Jednak się pomyliłem – marna strzelanka opierająca się o wybijanie sobie drogi i ewentualne wykonywanie prostych poleceń. Przekradanie się między przeciwnikami, niewymagające niemal żadnego myślenia… Bronie? Przez całą grę – bat, łuk, strzelba, parę rewolwerów. Różnią się jedynie “stopniem zużycia” (pordzewiałe albo nowe). Durne jest to, że kończymy etap z np. 2 dobrymi rewolwerami, a następny (mimo, że jest krok dalej) zaczynamy z zardzewiałymi.
Autosave też dobija – robią się po 15 sekund, po chwili gadamy z jednym typkiem i po rozmowie znowu autosave, idziemy 5 kroków dalej i znowu autosave…

Postanowiłem z przyjemnością przejść grę, bowiem nie przeczę – grało się miło, jednak prócz tego postanowiłem wypruć z niej flaki i przy okazji przestrzec innych, że prawdopodobnie jeszcze przez lata nie doczekamy się polskiej gry, mogącej zdobyć najwyższe laury. Póki, co udało się to chyba jedynie Painkillerowi.

Już na samym początku okazało się, że robienie screenów wygląda dziwnie – czemu są zapisywane jako TGA? Nie ważne…
Nauka strzelania dobiła niesamowicie. Podobno mamy do czynienia z grą +18, jednak przypadkowe postrzelenie niewinnej osoby kończy się porażką i wczytaniem poprzedniego “sejwa”. Najzabawniejszy był moment z Indianami, gdy nasza postać posiadała jedynie łuk – próba trafienia przeciwnika w głowę z dużej odległości skończyła się zabiciem konia i przerwaniem gry… bo koń był niewinny. Co jeszcze durniejsze, ten wielki czerwony X pokaże nam się w samym środku walki, gdy jakiś przeciwnik będzie stał za ciałem pokonanego wcześniej wroga… Absolutny idiotyzm i moim skromnym zdaniem nominacja dla twórców do “Debilizm roku 2006″ za te wielkie iksy i ochronę ciał, zwierząt i niewinnych, w grze, w której niczym niezwykłym jest rozbryzg krwi na ścianie, mówienie o gwałceniu wieśniaczek, czy nawet scenka w której jedna z dziewcząt dobiera się głównemu bohaterowi do rozporka… Gratulacje, Panowie z Techlandu, proponuję w Chrome 2 wprowadzić zamiast dział kulki z farbą, a zamiast śladów krwi wielkie bannery “censored”. Będzie miło, naprawdę, wpadnę na herbatkę…

Wszystkie obrazki można powiększać.

Bardzo interesująco przedstawia się noszenie przedmiotów. Mimo, że gra ma zaledwie niemal 3 lata (wrzesień 2006) przedmioty nosimy, jakby były z styropianu – zawsze przed sobą obijając je o otoczenie, bywa tak, że nam skrzynia utknie w teksturach, albo utknie w futrynie drzwi.

Śmiesznie jest z blokowaniem tego, by gracz nie chodził zbyt daleko. Często spadek z skarpy mającej może… dwa metry, okazuje się śmiertelny. Podobnie jest z wodą – zwykły strumień może okazać się groźną rzeką, bo mimo, że brodzimy w niej po kostki, to nas zabija. Do dziś zastanawiam się, gdzie na poniższym screenie jest ląd, a gdzie jeszcze woda, bowiem są miejsca, gdzie grafik chyba nieco popił i “niedorobił”.

Ciekawy wodospad spotkałem nawet raz – problem w tym, że nie widać na nim wody, tylko… hmmm… płynące lustro – o, tak, to najodpowiedniejsze określenie, bowiem od kiedy spieniony wodospad jest przeźroczysty?

Dobra, mniejsza z tym – pora na coś “głębszego” – inteligencję przeciwników. Sprawa wygląda tak, że nawet jak na 2006 rok, przypominają oni przeciwników z FPSów znanych nam z 2002 roku. Śmiało przyznam, że nawet pierwsze boty do Counter Strike są bardziej inteligentne. Przeciwnicy jedyne, co potrafią to robić uniki, czasami gdzieś tam się schować i szczerze mówiąc nic więcej. Czasami jak za długo się z nimi bawimy, to zmieniają miejsce “okopania się” biegnąc nam przed twarzą… Jeżeli rzucają laskę dynamitu, to robią to zawsze, ale to zawsze w tym samym miejscu. Jedynym wyzwaniem w tej grze nie jest inteligencja wrogów, ale ich liczebność – z 5 sobie poradzimy wystrzeliwując 5 kul, gorzej z 15 – bo wówczas zasypuje nas grad kul. Przynajmniej nie musimy się martwić, że ktoś nam strzeli w plecy…
Dodatkowo, swoje programistyczne mistrzostwo Panowie z Techlandu pokazali tworząc “wzrok” przeciwników. Czasami są takie etapy, w których musimy się między wrogami przekradać – najśmieszniejsze są sytuacje, gdy stoimy wyprostowani w krzaku po kolana, a przeciwnicy nas nie widzą i mijają, jak gdyby nigdy nic.
Podobnie z wykorzystaniem elementów otoczenia – przykładowo drewniana kolumienka na werandzie – możemy się “owijać wokół niej” tak by twarz przeciwnika była zasłonięta, przez co nas nie zauważy… Co z tego, że nam widać nogi, ramiona i zwisający bat w dłoni…

A teraz gratka dla spostrzegawczych, proszę spojrzeć na poniższy screen i powiedzieć mi, co jest nie tak…

Tak, tak – dobrze myślisz, coś z grafiką.
Odnoszę wrażenie, że osoba odpowiedzialna za wykonanie modeli drzew albo skończyła naukę na jednym modelu, albo miała zbyt dużego lenia. Wszystkie wysokie drzewa (90% ogółu) w grze Call of Juarez to klony… Jedyna różnica, to to, że są poobracane albo “głębiej zakopane”. Wszystkie są identyczne, to widać od razu, gdy patrzy się na krajobraz i widzi setki drzew z “wystającym” konarem.

A i grawitacja niczego sobie, przeciwnicy trafieni z dubeltówki potrafią leżeć głową do dołu na pionowej skarpie albo na wozie. Najzabawniejsze jest gdy dostaną prosto w czerep, potrafią nawet zrobić fikołka o kamień znajdujący się tuż za nimi.

Widzicie te 4 piksele w czerwonym kółku? To indianin-snajper, potrafiący trafić Cię z kilkuset metrów… z dubeltówki. Do dziś się zastanawiam, kto robił AI, skoro gracz musi co do piksela celować z takiej odległości, by łaskawie trafić (średni stopień trudności), a indianin potrafi w ciągu 3 sekund – wyciągnąć dubeltówkę, wywalić dwa razy i zabić (zadając niekiedy z takiej odległości obrażenia rzędu 30-35 jednym strzałem). Jak walka z białymi, czy meksykanami, to pryszcz – nawet nie potrafią trafić z 5 metrów, tak indianin-snajper mnie rozwalił totalnie na łopatki… Nawet chowanie się za kamieniami czasami nic nie dało, bowiem snajper potrafił trafić z kilkuset metrów w stopę…

A tego, to w ogóle powinni za jajca… nie powiem, co :-)
Polska gra, tak? To czemu nie jest całkowicie po polsku, a tłumaczenie robił ktoś po paru głębszych? Grę robi polska firma, ale polskiego dubbingu nie ma, mimo, że występuje może 8 postaci, które cokolwiek mówią. Słowa znacząco się różnią, w dialogach polskich pomijane są różne wątki oraz niekiedy elementy fabuły. Przeinaczane – między innymi, że niby ojciec Billy’ego go nienawidzi za to, że był Meksykaninem… w jednej wersji, nienawidzi go za kolor skóry, a w innej za narodowość, ciekawe…

Czy to pożar w mieście? Czy to może pędzący parowóz? A może pożar lasu? Nie… to tylko nasz znajomy indianin robi ognisko z 3 desek. Serio, ktoś ładnie dowalił z tym dymem…

Cóż, smaczków można by wymieniać jeszcze bardzo dużo – między innymi, jak to możliwe, że koń wpadający z impetem w drzewo, biegnie dalej, albo ciekawi mnie do dziś, jak to możliwe, że indianie potrafią wytrzymać z trzema strzałami w plecach :-)
Idziemy dalej – postać Rey’a, na ciekawych grafikach podczas loadingu (o nim też wspomnę…) czy to na tapetach z gry, widzimy pastora jako twardego faceta. Tymczasem, jak widzimy go w grze (nie w formie filmiku) to przypomina starego żula, który lubi wypić – z biała twarzą dobrotliwego dziadka i lekko przydużym, spłaszczonym nosem. Zupełnie wówczas nie przypomina legendarnego rewolwerowca.
Jak mówiłem – loading – czyli w skrócie wczytywanie. Ktoś pamięta grę Postal i to, w jaki sposób trwało tam ładowanie map? No to jeżeli nie mamy dobrego sprzętu – podobnie będzie w Call of Juarez – ładowanie map trwa po kilkanaście, do kilkudziesięciu sekund (rozdział XIII), zaś Szybki Zapis, tylko z nazwy jest szybki.

Po serii wywodów na temat durności w grze, jedyne co mogę zrobić na koniec, to pogratulować ścieżki muzycznej i bardzo ładnej grafiki, nie licząc oczywiście lokacji bardziej otwartych…

Czekam na Chrome 2, jeżeli okaże się grą ze wspaniałą grafiką, ale z takimi durnowatościami, jak klonowane drzewa, czy AI o inteligencji robaka (aluzja do tego krzaka…), to osobiście przyjadę do Techlandu i narzucam jajkami…

Post a Comment



9 Responses to “Call of Juarez – kolejna porażka z Techlandu”

  1. Lisu says:

    Z tym X i niewinnymi osobami to niezła durnota :D Z Techlandu podoba mi się seria gry Speedway :)

  2. Istrandir says:

    Call of Juarez 1? Grałem, nawet niedawno. Całej nie przeszedłem, bo jakoś… miałem inne, lepsze gry do przejścia. CoJ dałbym ocenę 6/10, bo grało się nie tak źle. Owszem, było parę bugów i innych takich, ale ogólnie rzecz biorąc źle nie było (może prócz paru pierwszych etapów gry, słabe elementy skradankowe, mocno średnie AI itp).
    Czekam na “Więzy Krwi”, które mają być lepsze. Czekam, chociaż pewnie nie zagram w tym roku… Polskie gry są coraz lepsze i dobrze. :)

  3. Midvith says:

    Ja bym nie powiedział, że coraz lepsze – są po prostu “lekko na czasie”. Kiedy zachód robił gry w 2d, my też zaczynaliśmy, kiedy zachód pierwszy raz wykorzystał genialny silnik graficzny, my zrobiliśmy Chrome, teraz dalej ich gonimy. Nasze gry są po prostu lekko za zachodem, jednak jedynie pod względem technologii. Pod względem jakości, już araby robią lepsze gry niż my…

  4. Kubek says:

    Dwóch gier żałuję, że kupiłem ich oryginały – Mortyra 2 i Call of Juarez. Najbardziej niedorobiona polska gra – nakładające się tekstury, marnej jakości wątek. Spodziewałem się napadów na bank, pojedynków przy tłumie gapiów, czy chodź by jakiś dynamicznych strzelanin. A tu dupa zbita – grając Ray’em można wytłuc wszystkich za pomocą “slow motion”.
    Polacy zaczną robić dobre gry, dopiero wówczas, kiedy oduczą się robić gier “mortyrowych” – czyli polegających na durnym strzelaniu non stop.
    Najgorsze jest to, że gra sto razy podpowiada krótkimi wstawkami, co dalej zrobić by przejść. Przykład – kościółek i wejście do podziemi… eh, zepsuło całą zabawę z szukaniem sposobu na otwarcie wejścia.

  5. Piwo87 says:

    Syf straszny.
    Raz spotkałem list gończy za klientem z ekipy Techlandu, który był odpowiedzialny za system walki wręcz. Dla mnie idiota do kwadratu (przepraszam Pana z firmy, ale inaczej się określić nie da).
    Wręcz walczymy w grze może 5 razy, do dyspozycji mamy 3 rodzaje ciosów, nie możemy blokować. Każdą walkę możemy wygrać bez utraty 1 hp, ciągle podchodząc i się cofając. Przeciwnicy również nie umieją blokować. Tekstury wchodzą jedna na drugą non stop…

    Techland robi dobre gry, ale na miarę Mozambiku.

  6. Bosquor says:

    Muszę się zgodzić z autorem wpisu i z całą resztą – Call of Juarez jest największą polską porażką od czasów Chrome. Koniec gry mnie po prostu rozbawił, przez pół godziny starałem się trafić w Juareza – ma się na to ułamek sekundy, by wycelować i celnie strzelić. A potem? Potem koniec gry. Ciekawe zakończenie – przez pół godziny 99% tego czasu spędzamy na oglądaniu wstawki, której nie da się pominąć, a potem dostajemy wkurwa, bo gra kończy się w ułamku sekundy.

  7. [...] z pierwszą częścią gry, moje wspomnienia, opinię i nieco screenów z gry znajdziecie pod tym adresem. Kto czytał, ten wie, że pierwsza część Call of Juarez w moim odczuciu była arcygniotem [...]

  8. kicha says:

    Weźcie się zamknijcie…. CoJ to dobra gra… a co dopiero CoJ więzy krwi co bije kilka nowych gier na glowe

  9. Midvith says:

    Skoro to dobra gra, to zaprezentuj nam swoje argumenty świadczące iż jest to gra warta zagrania :)

Leave a Reply

gamigogames - Regnum Online ist ein kostenloses 3D Online Rollenspiel (MMORPG) mit Fokus auf Player vs. Player und Realm vs. Realm Gameplay